Siedze sobie w kawiarence internetowej przy moim hoteliku, pije wode (troche czuje sie odwodniony po calym locie) i pisze znow niegramatycznie, bo tutaj klawiatury maja jakies dziwne robaczki i troche pisze na pamiec.
Po odprawie paszportowej, zgarnalem swoj plecak i zapakowalem do niego moj bagaz podreczny.
Nastepny krok - wymiana pieniedzy na lokalna walute - tutaj chyle czola calej organizacji lotniska - wszystko latwo znalezc mimo iz lotnisko jest conajmniej kilkukrotnie wieksze od naszego Chopina., takze kantor znalazlem w 5 sekund. 40 euro = ok. 1600 Batow. Ok. po wczesniejszej radzie Lysej skierowalem sie w lewo, aby znalezc przystanek miejskich taksowek. Dojechalem na ulice Rambuttri (calkiem niedaleko od Khao San) za 500 batow (jechalem dobre 40 min), ale juz teraz wiem, ze mozna za 400 a moze jeszcze taniej.
Wysiadlem z taksowki i po obejrzeniu ok. 10 pokoi w roznych hotelikach i gesthausach zdecydowalem sie na taki z lazienka osobna, z wentylatorem za 300 Batow. Widzialem i takie po 150, klitki bez okien, etc. ale po calej podrozy nie zdecydowalem sie na takie umartwianie.
Wykompalem sie, oporzadzilem. Teraz podrzucam rzeczy do pralni (licza od wagi, wiec wole prac od razu i nosic w plecaku czyste rzeczy) i ide cos zjesc w miejscowej garkuchni.
Dzis wroce wczesniej do pokoju, gdyz zmeczenie daje znac o sobie (w samolocie spalem ok. 3 h).
ok. ide juz.
papa
Monday, February 7, 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment