Bangkok to miasto. Bangkok to ludzie. Bangkok to jedzenie!
Jestem tutaj już trzeci dzień i każdego dnia nie mogę się nadziwić mnogości i różnorodności tutejszego jedzenia. Prawdopodobnie można zjeść tutaj wszystko. Widziałem już świńskie ryjki, dziwne owoce, owoce morza, karaluchy prażone a nawet skorpiony! Wszystko jak gdyby nigdy nic najczęściej można dostać wprost na ulicy. Bynajmniej ta ulica nie jest zamknięta dla ruchu... wystarczy bowiem wystawić kilka dowolnych skrzynek i już fragment pasa mamy zajętego na kuchnię lub/i stołówkę. Niech się kierowcy martwią.
Jedzenie na ulicy ma jedną niewątpliwą zaletę - jest bardzo tanie. Szczególnie w miejscach mniej uczęszczanych przez turystów. Dobry posiłek składający się z ryżu lub makaronu ryżowego, z warzywami i kurczakiem - wszystko przyżądzone w wysokiej temperaturze na woku - całe 3 zł. Nie są to może ogromne porcje (ja pewnie zjazdłbym ze dwie na raz) - ale do zaspokojenia głodu wystarczą. Oczywiście nigdy nie jest się pewnym co się dostanie. Głównie chodzi o to, że nigdy nie wiadomo jaki makaron podadzą albo warzywa. Na szczęście co do mięsa nie miałem jak dotąd zastrzerzeń.
Generalnie nic mi jeszcze nie zaszkodziło. Na razie... :)
W razie co śliwowica łącka będzie odkażać. :)
Jestem tutaj już trzeci dzień i każdego dnia nie mogę się nadziwić mnogości i różnorodności tutejszego jedzenia. Prawdopodobnie można zjeść tutaj wszystko. Widziałem już świńskie ryjki, dziwne owoce, owoce morza, karaluchy prażone a nawet skorpiony! Wszystko jak gdyby nigdy nic najczęściej można dostać wprost na ulicy. Bynajmniej ta ulica nie jest zamknięta dla ruchu... wystarczy bowiem wystawić kilka dowolnych skrzynek i już fragment pasa mamy zajętego na kuchnię lub/i stołówkę. Niech się kierowcy martwią.
Generalnie nic mi jeszcze nie zaszkodziło. Na razie... :)
W razie co śliwowica łącka będzie odkażać. :)







0 comments:
Post a Comment